O autorze
Dr Justyna Bukowska-Kania - Certyfikowany coach osobisty i rodzinny, właścicielka firmy coachingowej i autorka bloga o tej samej nazwie Life & Family Coach. Pasjonatka i praktyk pozytywnego rodzicielstwa oraz trener motywacyjny. Od ponad 10 lat realizuje swoją życiową misję, jaką jest wspomaganie kobiet w ich rozwoju oraz łączeniu roli mamy i żony, ze swoimi pasjami, pracą czy własnym biznesem. Odkąd sama została mamą, aktywnie pomaga również rodzicom w ich zmaganiach wychowawczych do czego zainspirowały ją jej dwie córki oraz zamiłowanie do rozwoju intelektualnego dzieci i młodzieży. Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych o specjalizacji Zarządzanie Kapitałem Ludzkim.

www.LifeFamilyCoach.com

Drugie życie. Życie w sieci.

życie w sieci
życie w sieci www.LifeFamilyCoach.com
Poranek rozpoczęty szybkim “scrollowaniem” Facebooka, przejrzeniem nowinek na Instagramie czy sprawdzeniem najnowszych komentarzy na Twitterze. Tego typu przyzwyczajenia wpisały się w Twoją codzienność i wyglądają w zasadzie niewinnie. Niestety, takie z pozoru niegroźne nawyki mogą mieć dalekosiężne skutki.

Uzależnienie czy potrzeba akceptacji?
Jak mawiały nasze prababki: „wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem”. Ta niepisana zasada tyczy się również mediów społecznościowych. W obecnych czasach bardzo ciężko byłoby wyobrazić sobie życie bez stron gromadzących internetowe społeczności. To fakt, że social media są istotne i przydatne w codziennym życiu. Warto jednak obserwować siebie i pilnować czy zwyczajny odruch zajrzenia do sieci nie zmienia się przypadkiem w coś dużo bardziej obsesyjnego. Bardzo przekonująca jest statystyka utworzona przez Amerykanów, z której wynika, że spośród 850 milionów osób korzystających z Facebooka na całym świecie, ponad połowa użytkowników loguje się na nim codziennie i spędza tam średnio 27 minut. Ze względu na te alarmujące dane, uzależnienie od Internetu zostało już przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wpisane na listę chorób. Psychiatra z Los Angeles, profesor Peter Whybrow, porównał nałogowe korzystanie z Internetu do uzależniania od kokainy. I choć jest to bardzo radykalne podejście, ma w tym wiele racji.

Badanie „Młodzież 2016”, przeprowadzone przez CBOS (Centrum Badań Opinii Społecznej) które między innymi dotykało problemu uzależnienia od Internetu wśród młodych osób w Polsce, pokazało, że 99% ankietowanych dysponuje dostępem do Internetu we własnym domu, z czego 27% młodzieży spędza w nim nawet od czterech do pięciu godzin każdego dnia. Dodając do tego czas przeznaczony na szkołę i sen, wychodzi na to, że, większość swojego wolnego czasu spędzają oni wyłącznie online - w dużej mierze na portalach społecznościowych. Takie statystyki nie bez powodu wywołują w rodzicach obawę o to, co ich dziecko robi w sieci. Bo czy są w stanie kontrolować wszystkie strony, które odwiedza?

Uzależnienie od portali społecznościowych najczęściej dotyczy młodych ludzi. Wszystko zaczyna się od podglądania cudzego życia. Nie ma w tym nic złego, dopóki nie dochodzi do sytuacji, kiedy młody człowiek nawet nie zauważa kiedy zaczyna poświęcać na to długie godziny. W końcu w dobie smartfonów, z mediów korzysta się także w autobusie, na przerwie, na lekcji, w toalecie. Nastolatek na początku obserwuje poczynania znajomych i publikuje posty, kreowane pod publiczną aprobatę koleżanek i kolegów. Następnie zaczyna śledzić całkiem obce mu osoby. To mechanizm, który wciąga jak jedzenie chipsów – po jednym pojawia się nieodparta pokusa sięgnięcia po kolejnego. Ciągła chęć zaimponowania innym, wynikająca niejednokrotnie z bardzo silnej - a wciąż niezaspokojonej - potrzeby akceptacji i uznania, to pułapka. Często odbija się ona na kondycji psychicznej. Portale społecznościowe stały się iluzją grupy. To naturalne, że każdy ma potrzebę przynależności, dlatego kontakty w Internecie dla wielu zyskały obecnie większą wartość niż relacje bezpośrednie – bo są zwyczajnie łatwiejsze do nawiązania i dostępne dla każdego.


Facebook i Instagram kreatorem codzienności
Media społecznościowe odgrywają obecnie olbrzymią rolę w naszej codzienności. Korzystają z nich nie tylko przeciętni zjadacze chleba, ale także gwiazdy i politycy. Portale tego typu stanowią ogromną siłę w budowaniu swojego wizerunku i zwiększaniu popularności. Obecnie, jeśli celebryta nie posiada fanpage’a na FB, nie nagrywa InstaStory, nie ma Twittera ani Snapchata - to tak, jakby dla wielu w ogóle nie istniał. Nic więc dziwnego, że w tak dużym stopniu wpływają one także na życie dzieci i młodzieży.

Kiedy przekraczamy granicę uzależnienia?
Portale społecznościowe opierają się o znane psychologom tendencje ludzkie i sposoby postępowania. Internautom zostały udostępnione narzędzia, które pozwalają na realizację różnorodnych, społecznych potrzeb. Jeśli planowanie kolejnych wpisów spędza Ci sen z powiek - warto zadać sobie pytanie: „czy na pewno nad tym panuję?”. Sytuacja, w której tracisz kontrolę nad potrzebą korzystania z social mediów, może oznaczać, że wpadłeś w nałóg. Dotyczy to również braku umiejętności skupiania się na swojej pracy i zadaniach, a także problemów z utrzymywaniem relacji w rzeczywistości. Utrata prywatności jest ceną, którą płaci się za nadmierne obnażanie się w Internecie.

Social media wydają się być świetnym narzędziem do walki z samotnością w tłumie - zjawiskiem, które stało się prawdziwą plagą dzisiejszych czasów. Jednak powierzchowna forma relacji nawiązywanych w sieci daje do myślenia. Brakuje w nich prawdziwego zaangażowania, ciepła, wzajemności uczuć, a przede wszystkim – nie gwarantują one zrozumienia. Czy zamieniając prawdziwe znajomości na internetowe pozbywamy się poczucia alienacji? Czy być może jedynie przenosimy znane nam osamotnienie na inną płaszczyznę? W wielu przypadkach uczucie odizolowania nie znika, zmienia się jedynie otoczenie samotnika, który wpada w ten sposób w sidła innej choroby XXI wieku - samotności w sieci. Wolność od uzależnień to wybranie właściwych wartości i celów. Dlatego odpowiedz sobie na pytanie: „przed czym tak naprawdę uciekam wybierając wirtualny świat?”. Wiele problemów, nawet jeśli trudno je rozwiązać, można przepracować i małymi krokami oswoić.

Zatracenie intymności
Spędzamy w Internecie coraz więcej czasu, kreując swoje nie do końca prawdziwe życie. Próbujemy pokazać się swoim obserwatorom z jak „najlepszej” strony przez co czasami trudno nam dostrzec piękno tego, co mamy w prawdziwym życiu. Warto cieszyć się tym co jest „tu i teraz”, nie tracić wspaniałych chwil tylko po to, żeby relacjonować każdy moment w sztucznej rzeczywistości. Tak bardzo zależy nam na uznaniu i tworzeniu odpowiedniego wizerunku, że momentami się zwyczajnie zapominamy. Niektórzy tracą jakiekolwiek hamulce przed pokazywaniem najbardziej prywatnych aspektów swojego życia. W mediach pojawia się coraz więcej zdjęć i filmików kręconych np. z łóżka wraz z całą rodziną - czy jest w tym miejsce na intymność? Prywatność dla wielu straciła dziś na wartości na rzecz atrakcyjności fizycznej i materialnej. Żyjemy w dobie konsumpcjonizmu, a media społecznościowe stały się pewnego rodzaju areną do prezentacji tego, co posiadamy. W tak trudnych czasach bezcenna jest umiejętność oddzielenia swojej intymności od internetowej rzeczywistości oraz świadomość, że prawdziwe szczęście jest ukryte w życiu, a nie w komputerze.

Świat wirtualny coraz częściej zastępuje ludziom rzeczywistość, chociaż żadna z uzależnionych od niego osób się do tego nie przyzna. Najbardziej znane blogerki i internetowe osobowości nieustannie wmawiają nam, że mają dystans do „bycia” w sieci, ale czy taka jest prawda? Media społecznościowe służą do budowania swojego „ja” i karmią ego. Tworzą zastępczą tożsamość. Nierzadko jest to sposób na ucieczkę od problemów, ale równie często – kolejna maska. Tego typu portale to doskonała okazja - dla osób zmagających się z niskim poczuciem własnej wartości - na wykreowanie swojego nowego wizerunku, nie zawsze mającego jakikolwiek związek z rzeczywistością, ale z pewnością bardziej atrakcyjnego. W dużej mierze, poziom akceptacji w społeczeństwie mierzy się obecnie like’ami, które zastąpiły staromodne komplementy.

Czy taki diabeł straszny jak go malują?
Żeby było jasne - daleka jestem od demonizowania mediów społecznościowych. Byłabym hipokrytką, gdybym je piętnowała, bo przecież sama z nich korzystam! Są one dla mnie świetnym narzędziem do utrzymywania kontaktu ze znajomymi, szczególnie tymi z drugiego końca świata. To dla mnie także jeden z kanałów komunikacji z czytelnikami mojego bloga i coachingowymi klientami. Odgrywają one zatem bardzo ważną rolę i uważam, że bez social mediów powstałaby ogromna luka komunikacyjna na świecie. Mimo tego, każdemu mojemu klientowi zawsze doradzam, aby zachować umiar przy korzystaniu z dobrodziejstw Internetu. To kluczowe, by osiągnąć szczęście w prawdziwym życiu. Warto uważać, żeby nie znaleźć się w sytuacji, kiedy codziennie bezrefleksyjnie udostępniasz każdy jeden zakątek swojej prywatności – w ten sposób odsłaniasz nie tylko siebie, ale także swoją rodzinę w momentach, które powinny zostać tylko dla Ciebie. Szanuj prywatność swoich najbliższych i chroń ich, bo to oni są Twoim kluczem do szczęścia i radości, a nie obcy ludzie z sieci.

Pragnienie publicznego i najczęściej codziennego „prezentowania siebie” wynika z dążeń współczesnych ludzi do bycia rozpoznawalnym. Ilość like’ów czy followers’ów ma już niestety przełożenie na ocenianie wartości człowieka. Z kolei obserwacja zmieniających się statystyk na swoim koncie na portalu społecznościowym dostarcza codziennie nową dawkę adrenaliny. Aż w końcu to, co miało być tylko zabawą, staje się treścią całego życia, a negatywne komentarze stają się prawdziwą porażką. Żeby w tym nie utonąć, trzeba postawić sobie pewne granice i ich zwyczajnie nie przekraczać.

Przeprowadź na sobie krótki test: przez cały dzień (albo dłużej, jeżeli dasz radę) nie zaglądaj na Facebooka, Instagrama, Twittera, Snapchata czy inny, lubiany przez Ciebie, portal społecznościowy. Nie scrolluj, nie lajkuj, nie obserwuj. Jeżeli po upływie założonego czasu dojdziesz do wniosku, że te chwile były dla Ciebie trudne, a Twoje myśli obsesyjnie krążyły wokół wirtualnego świata, warto przyjrzeć się tematowi bliżej, gdyż ewidentnie zawładnął on Twoją codziennością. Są specjaliści, którzy zajmują się profesjonalną pomocą i podsuwają świetne rady jak zdystansować się, a tym samym zminimalizować potrzebę posiadania drugiego życia - życia w sieci. Jeśli natomiast jesteś pewien, że nad wszystkim panujesz, nie bagatelizuj istoty tematu i analizuj systematycznie ilość czasu jaką spędzasz przed komputerem lub z telefonem w ręku, jak często publikujesz w mediach społecznościowych i co ujawniasz światu. Zdecydowanie więcej uwagi poświęcaj swojemu umysłowi, obserwuj siebie i daj odpocząć głowie od wirtualnej rzeczywistości. Zwyczajnie zaprzyjaźnij się z trybem offline :)
Trwa ładowanie komentarzy...